Festiwalguitar-show guitar-battle

Jesteś tutaj:  Strona Główna » Sprzęt » Kolekcja Maćka

Dzięki uprzejmości wybitnego gitarzysty oraz znawcy instrumentów akustycznych, prezentujemy wam obszerny zbiór gitar Maćka Malczyszyna. Oto co powiedział o swojej pasji sam autor:

 

"Przepływ" instrumentów jest u mnie dość spory. Wynika to z prostej przyczyny: nie ma jednej jedynej, najlepszej pod każdym względem gitary. Martin i Gibson - dwie najstarsze, najbardziej renomowane firmy produkujące gitary akustyczne, to brzmieniowo dwa różne światy. Z kolei młodsze firmy, takie jak Taylor czy Santa Cruz, to znów zupełnie inna historia. Wszystkie te instrumenty są fascynujące na swój indywidualny sposób, mają coś, czego nie mają gitary "konkurencji". Od kiedy w 1997 r. kupiłem pierwszego akustyka, przez moje ręce przeszło wiele wspaniałych gitar. Historia była zawsze taka sama. Najpierw totalne zauroczenie w sklepie: "Uaaa! Co za instrument! To chyba będzie gitara na całe życie!", gorączkowe organizowanie kasy i kupno wymarzonego wiosła. Po pewnym czasie w sklepie wpadał mi w ręce kolejny fascynujący instrument, który koniecznie trzeba było mieć. Wiele z tych gitar z chęcią bym odzyskał, no ale cóż... nie można mieć wszystkiego. Zostały po nich zdjęcia, no i trochę doświadczeń, którymi chętnie się podzielę.

 

 

Gibson J-50, rocznik 1956

 

 

 

Niemal pięćdziesięcioletnia "lady" nie miała lekkiego życia. Każdy centymetr kawadratowy tego instrumentu nosi mniejszą lub większą bliznę. Ale w starych istrumentach wygląd jest często odwrotnie proporcjonalny do brzmienia. Gitara, choć brutalnie zjechana, brzmi rewelacyjnie! Jeżeli w opisach moich poprzednich wioseł używałem pojęcia "potężne brzmienie", to było to chyba trochę na wyrost. O ile o Martinie OM-28PB można powiedzieć, że brzmi głęboko, ale lekko i elegancko, to ten Gibson przywołuje na myśl walec drogowy. Bas, jak uderzenie w dzwon, wydatny środek i mięsista góra. Wygląda i gada bluesowo, jak żaden inny akustyk, który przewinął się przez moje ręce.

 

 

Gibson Southern Jumbo, rocznik 1949

 

 

 

Mój poprzedni Gibson J-50 z 1956 r. podobał mi się tak bardzo, że... go sprzedałem. Nie, to nie ironia, ani żart. Po prostu postanowiłem pojść jeszcze klasę wyżej. Zdecydowałem się poszukać czegoś o takim samych charakterze brzmieniowym, ale w lepszym stanie i wyprodukowanego przed 1955 rokiem. W tym roku mianowicie Gibson wprowadził w gitarach akustycznych kilka zmian, z których najistotniejszą było wzmocnienie korpusu: wysokie i cienkie, a przede wszystkim rzeźbione, listwy wzmacniające płytę górną (scalloped bracing) zostały zamienione na listwy szersze, niskie i nierzeźbione (non scalloped bracing). Miało to uchronić płytę górną przed wybrzuszaniem, ale spowodowało też pewne ograniczenie dynamiki instrumentu i zmianę brznienia na bardziej "druciane", co nie znaczy oczywiście "złe", czego dowodem jest moja poprzednia gitara. Wszystkie modele serii J: J-45, J-50 i Southerner Jumbo, mają taką samą konstrukcję i różnią się od siebie tylko wizualnie. Southerner Jumbo był ówcześnie najwyższym modelem tej serii. Od J-45/50 różni go siedmioktorne ożyłkowanie płyty górnej, ożyłkowanie podstrunnicy i znaczniki - równoległoboki zamiast punktów. Gitara jest w doskonałym stanie. O jej podeszłym wieku świdczą jedynie pajęczyna delikatnych pęknięć lakieru nitro (cecha charakterystyczna wszystkich Gibsonów vintage), powierzchowne obicia i zadrapania. No i dojrzałe przez lata brzmienie.

 

 

Gibson J-45

 

 

 

Doskonaly egzemplarz z roku 1990. Swietnie rozegrany instrument, czysta radosc dla ucha i oka. Dzieki tej gitarze nie zal mi, ze musialem sie rozstac z Gibsonem Southern Jumbo z 1949 roku. Instrumenty vintage to swietna lokata kapitalu - ich ceny rosna z roku na rok - nie moglem sie jednak przemóc, zeby z czyms takim grac po klubach.

 

 

Martin OM-18 Vintage Series

 

 

 

Mały korpus i lekka konstrukcja gitary dają niezwykle wyrównane spektrum brzmieniowe. Basy są dźwięczne i klarowne, nie "huczą" tu jak w większości dreadnought'ów, a głębia brzmienia i głośność gitary są wprost zaskakujące w obliczu tak małego pudła. Ta głośność i ciepło brzmienia to zasługa mahoniu użytego do budowy boków i spodu. Martiny OM (szczególnie z serii Vintage) idealnie nadają się do fingerpickingu nie tylko z uwagi na brzmienie, ale również ze względu na komfort gry: szeroki gryf (44 mm) z dodatkowo zwiększonym rozstawem strun na mostku (61 mm!) - dla porównania w dreadnought'ach są to 42 i 49 mm.

 

 

Martin 000-28VS

 

 

 

Klasyczna, pierwotna konstrukcja, która królowała w lutnictwie do roku 1929. Gryf osadzony na 12., a nie na 14. progu, przez to mostek cofnięty na płycie górnej i umieszczony bardziej centralnie na dolnym owalu, krótszy gryf i dłuższy korpus rezonansowy, a przez to inne brzmienie niż w modelach OM, chociaż pozostałe specyfikacje są takie same. Gitara brzmi ciemniej, głębiej, trochę cieplej od modeli OM. Szeroki gryf, bardziej przypominający gitary klasyczne, niż typowe "akustyki".

 

 

Martin D-21, rocznik 1968

 

 

 

Moja pierwsza gitara z palisandru brazylijskiego. Drewnu temu przypisuje się wyjątkowe właściwości brzmieniowe i przez lata było preferowanym przez lutników materiałem, z którego robiono boki, spód i częstko podstrunnice. Po II wojnie światowej Brazylia nałożyła embargo na ścinanie i eksport drzew palisandrowych i tym samym zasoby tego materiały zaczęły się kurczyć. Z tego względu w roku 1965 Martin wprowadził serię 35 z trzyczęściową płytą spodnią, aby móc wykorzystać do budowy gitar również węższe kawałki tego, coraz rzadszego gatunku drewna. W roku 1969 zapasy Martina wyczerpały się i całą produkcję modeli palisandrowych przestawiono na palisander indyjski.

 

 

Martin OM-42

 

 

 

Model OM Martina jest - nie tylko moim zdaniem - jednym z najbardziej uniwersalnych instrumentów, doskonale sprawdza się w każdej stylistyce. Ale jeśli chodzi o fingerpicking, to trudno już sobie wyobrazić lepszy instrument. To kolejny Martin OM, który przewija się przez moje ręce. Tym razem jest to seria 42 - druga w kolejności najwyższa półka u Martina. Wyżej jest już tylko seria 45, różniąca się jedynie "borderem" z macicy perłowej (abalone) na boczkach i płycie spodniej.

 

 

Martin OM-28 Perry Bechtel Limited Edition

 

 

 

Od lat marzylem o Martinie OM-28 Vintage. W koncu udalo mi sie zdobyc cos jeszcze bardziej niezwyklego. W roku 1929, w tzw. "zlotej erze" amerykanskiego lutnictwa, do Martina zglosil sie popularny w tamtych czasach bandzysta Perry Bechtel, który zlozyl zamówienie na gitare, o niespotykanych wtedy specyfikacjach. Gitara miala miec dluzsza menzure, nieco wezszy gryf osadzony w korpusie na 14. progu (ówczesny standard to 12 progów poza korpusem). Jako punkt wyjscia wzieto gitare z najwiekszym w latach dwudziestych korpusem - model 000. W efekcie tego zamówienia powstal model OM-28. Gitara produkowana byla jednak tylko do roku 1933, tak wiec egzemplarze z lat 1929-33 sa dzis niezwkle rzadkie i w Stanach osiagaja cene powyzej 20 tys. $, tak wiec, przez jakis czas bede musial zadowolic sie wspólczesna replika ;-). Moja gitara to reedycja prototypu Martina OM-28 z roku 1929 poswiecona pamieci jego pomyslodawcy. Model OM-28 Perry Bechtel to juz dzis rarytas. Jak przystalo na Limited Edition seria ta obejmuje jedynie 94 egzemplarzy (wszystkie z roku 1993). Dla porównania: liczba wyprodukowanych egzemplarzy tak popularnego modelu 000-28 Eric Clapton Signature juz dawno przekroczyla 10 tys.

 

 

Martin 000-28VS

 

 

Klasyczna, pierwotna konstrukcja, która królowała w lutnictwie do roku 1929. Gryf osadzony na 12., a nie na 14. progu, przez to mostek cofnięty na płycie górnej i umieszczony bardziej centralnie na dolnym owalu, krótszy gryf i dłuższy korpus rezonansowy, a przez to inne brzmienie niż w modelach OM, chociaż pozostałe specyfikacje są takie same. Gitara brzmi ciemniej, głębiej, trochę cieplej od modeli OM. Szeroki gryf, bardziej przypominający gitary klasyczne, niż typowe "akustyki".

 

 

Dobro Square Neck

 

 

Instrument kojarzony głównie z bluegrassem i country. Oczywiście nikt nie zabrania grać na tym bluesa ;-) Szczególnie, gdy typowy dla bluegrassu strój (G-H-D-G-H-D) zastąpimy na przykład otwartym strojem D lub E. Prostokątny profil gryfu i struny 1,5 cm nad podstrunnicą (na całej długości gryfu): gra się na tym jak na gitarze hawajskiej, tzn. siedząc i trzymając instrument płasko na kolanach. Strun nie dociska się oczywiście do progów (pełnią jedynie funkcję znaczników), lecz gra się ciężką, metalową sztabką trzymaną w lewej ręce i pazurkami na palcach prawej ręki. Wszystko jasne?

 

 

National Duolian, rocznik 1932

 

 

To niesmowite uczucie posiadać oryginalny przedwojenny instrument! Nie jest to jednak egzemplarz dla kolekcjonerów: zepsute oryginalne klucze wymieniono na współczesne klucze Nationala, również lakier nie był oryginalny, do tego dość paskudny. Po krótkim zastanowieniu postanowiłem ten lakier usunąć i pozostawić nagą stal. Nie jest to więc egemplarz do muzealnej witryny, za to świetny instrument do grania! Gitara jest niewiarygodnie głośna! Brzmienie - gębokie i soczyste, żadnego "gdakania" w stylu banjo, jak w wielu tanich kopiach Nationala. Delta blues w pigułce!

 

 

National Style 0

 

 

Dlaczego zamienilem Duoliana z 1932 roku na wspólczesne Style 0? Bo National produkuje obecnie doskonale instrumenty, które brzmieniem nie odbiegaja od przedwojennych pierwowzorów, a co wiecej, przewyzszaja je precyzja wykonania. Gitara ta ma szeroki gryf pozwalajacy na swobodna gre technika fingerpicking i bottleneck. W przeciwienstwie do instrumentów przedwojennych gryf wyposazony jest w pret regulacyjny, dzieki czemu profil gryfu jest o wiele bardziej "przyjazny" dla reki, niz w starym Duolianie. Kiedy kupilem Duoliana, zachwycalem sie jego niewiarygodna glosnoscia. Coz, nie podejrzewalem, ze wspólczesne Style 0 bedzie jeszcze glosniejsze! Piekny, gleboki bas, swietny sustain, doskonala intonacja i zadnych klopotów z brzeczeniem, które jest czasem tak trudne do opanowania w instrumentach rezofonicznych.